przychodzi baba do lekarza.
panie doktorze swędzi mnie pomiedzy palcami!
lekarz przepisuje maścik i każe się smarować
za jakiś czas kobietka wraca
panie doktarze nadal swedzi pomiędzy palcami.
doktor zdziwiony że nie pomogł i na to najlepiej by było gdyby pani pokazała dokładnie gdzie panią swędzi.
Na to kobietka staje na przeciw doktora i mówi
panie doktorze swędzi mnie miedzy dużym palcem prawej nogi a dużym palcem lewej nogi
Jasiu pyta tate co to jest polityka.
Tata odpowiada:z polityką jest tak:
-tata to kapitalizm bo zarabia pieniadze
-mama to rząd bo rządzi pieniędzmi
-dziadek to związki zawodowe bo nic nie robi
-pokojówka to siła robocza
-jasiu to naród
-młodszy brat jasia to przyszlość
Jasiu stwierdzil że mósi się z tym przespać.
W nocy zbudził Jasia placz młodszego braciszka.
Wiec poszedł obudzić rodziców.
Tymczsem tata zabawiał sie z pokojówką dziadek podglądał ich przez okno,jasia nikt nie zauważył,mama spała tak mocno że nieszło jej dobudzić młodszy braciszek narobił w pampersa i Jasiu musiał uspokoic go sam.
Następnego dnia Jasiu biegnie do taty i wola!
Tata tato już wiem co to polityka!!!
---Kapitalizm wykożystuje silę roboczą,związki zawodowe się temu przyglądają,rząd ma wszystko gdzieś,naród wszyscy lekcewarzą a przyszłość leży w gównie.
w klasztorze matka przełożona oświadcza że znalazł prezerwatywę.
-wszystkie zakonnice na to O Boże a jedna hihihi
-ale to nic prezerwatywa była zużyta
-zakonnice O Boże a jedna hihihi
-ale to nic ona był pęknieta
-wszystkie zakonnice hihihi a jedna O Boże
Putin do Miedwiediewa: słuchaj Dima, trzeba coś zrobić ze strefami czasowymi,
bo nie można wytrzymać.
Dzwonię z życzeniami do Pekinu, a ci mi mówią, że imieniny były wczoraj.
Dzwonię do Warszawy z kondolencjami a Donek na to, że dopiero wsiadają do samolotu.
* * * * *
Dla niektórych dziennikarzy zadających głupie pytania na miejscu nie tylko powodzi, gdzie tylko gruzy i ruiny widać:
- Duże straty po powodzi?
- Oj duże, panie redaktorze.
- A jak duże?
- A ze sto litrów zacieru żeśwa ze śwagrem w piwnicy mieli i wszystko popłynęło...
* * * * *
Dziewczyna uczyła się w szkole gastronomicznej. Pewnego dnia matka ją pyta:
- Pozwalają wam jeść to, co ugotujecie?
Dziewczyna ze łzami w oczach:
- Czy pozwalają? Oni nas do tego zmuszają!
Warszawa, w niedalekiej przyszłości. Wycieczka szkolna uczniów szkoły podstawowej zwiedza stolicę.
- Uwaga, dzieci, dochodzimy do ulicy Lecha Kaczyńskiego, która przez wiele lat była nazywana Krakowskim Przedmieściem – mówi pani nauczycielka.
- Jak to? Przecież przed chwilą byliśmy na ulicy Lecha Kaczyńskiego!
- Oj, Piotrusiu, znowu nie uważałeś. To nie była ulica, tylko aleja, i nie Lecha Kaczyńskiego, tylko Prezydenta Kaczyńskiego.
- Psze pani, a co to za budynek?
- To Sanktuarium Lecha Kaczyńskiego Jedynego Prezydenta IV RP, dawniej był to Pałac Prezydencki. Chciałabym wam zwrócić uwagę na stojące przy bramie krzyże. Wiecie skąd się wzięły?
- Kogoś tu ukrzyżowali?
- Nie, Wojtusiu. No jak to? Nie wiecie?
- Nie wiemy, psze pani.
- No przecież macie w tygodniu po 5 lekcji z historii życia Lecha Kaczyńskiego.
- No tak, ale w podstawówce przerabia się tylko młodzieńcze lata Kaczyńskiego, ostatnio mieliśmy lekcje o Pierwszej Komunii pana prezydenta.
- Jak to młodzieńcze lata? A reszta?
- Resztę żywota Lecha Kaczyńskiego przerabia się dopiero w gimnazjum i liceum, psze pani.
- Aaaa, chyba, że tak. No więc słuchajcie, drogie dzieci. Ten wielki krzyż postawiono tu po śmierci pana prezydenta, aby oddać cześć jego pamięci i przez długie lata toczono walki, aby mógł tu pozostać. Na szczęście teraz może tu stać i nikt go nie zabierze.
- Psze pani, a można sobie przy nim zrobić zdjęcie?
- Można Martynko, ale uważaj, aby go nie dotknąć, bo jest na nim metalowa siatka, która jest pod wysokim napięciem. To takie zabezpieczenie, gdyby ktoś próbował zabrać stąd krzyż.
- A ten mniejszy krzyż to skąd?
- Ten mniejszy postawiono, aby uczcić pamięć tych, którzy bronili tego dużego krzyża.
- Psze pani, a wejdziemy do środka pałacu?
- Niestety, nie możemy, bo właśnie jest w nim remont. Włoscy malarze malują olbrzymi fresk na suficie.
- Psze pani, a co to jest fresk?
- Takie malowidło na suficie, widzieliście przecież fresk w Kaplicy Sykstyńskiej.
- Ja nie widziałem.
- Jak to, Wojtusiu? Nie byłeś z nami rok temu na wycieczce Śladami Wielkiego Męża Stanu – misje zagraniczne Lecha Kaczyńskiego?
- Nie, bo byłem wtedy chory.
- A, psze pani, a co będzie na tym fresku namalowane?
- Arcydzieło, moje drogie dzieci. Będzie na nim przedstawione jak Bóg przekazuje Lechowi Kaczyńskiemu berło i koronę, aby zaprowadził porządek na Ziemi.
- Oj, to szkoda, że nie można wejść do środka i zobaczyć.
- Mówi się trudno, ale możemy obejrzeć pałac, to znaczy sanktuarium z zewnątrz, też jest co oglądać.
- Ooo, a co to są za tablice?
- To 14 stacji przedstawiających mękę Lecha Kaczyńskiego, jaką przeszedł w czasie swojego życia.
- „Stacja 7 – Lech Kaczyński kłóci się z Donaldem Tuskiem o krzesło w Brukseli po raz drugi” – fajne!
- A patrzcie tu: „Lech Kaczyński przez Niemców kartoflem nazwany”!
- No już starczy, musimy iść dalej – mamy jeszcze tyle do zobaczenie w Warszawie.
- O kurcze! Patrzcie to! Co to za wielkie bryły, psze pani?
- Oj, Piotrusiu, przecież widać, że to buty.
- A po co ktoś postawił taki wielki pomnik butom?
- To nie jest pomnik butów, tylko pierwszy element budowanego pomnika Lecha Kaczyńskiego. Na razie zrobili mu tylko buty, ale cały czas budują resztę postaci.
- Ale psze pani, ten pomnik będzie tak wielki, że jego głowy w ogóle nie będzie widać z ziemi!
- No, w Warszawie na pewno nie da się zobaczyć twarzy pana prezydenta, ale za to z Moskwy jego srogie spojrzenie będzie widoczne doskonale...
-Jak długo żyje mysz?
-To zależy od kota.
______________________________________
Jedzie chłop wozem, uderzył konia batem. Koń odwraca łeb i mówi:
-Jak mnie jeszcze raz uderzysz, to ci tak z kopa oddam, że się w lustrze nie poznasz!
Chłop zdziwiony:
-Pierwszy raz w życiu widzę, żeby koń mówił.
-Ja też. - przytaknął siedzący obok chłopa pies.
______________________________________
<bazylak> na onecie piszą że ksiądz który nie chce mieć żony i dzieci będzie złym pasterzem
<tymon> no pewnie ;/ tylko owieczki mu w głowie
_______________________________________
Kowalskiemu zrobiono głupi kawał. Zamieszczono jego nekrolog w gazecie. Chwycił więc za słuchawkę i zatelefonował do przyjaciela.
-Halo! Kazik, czytałeś mój nekrolog w gazecie?
-Tak.-odpowiada przerażony kolega.-Ale skąd ty właściwie dzwonisz?
_______________________________________
On kupuje dla niej biustonosz.
-Jaki rozmiar? - pyta ekspedientka.
-Dokładnie nie wiem.
-Może jak grapefruit?
-Nie.
-Jak pomarańcza?
-Nie.
-Jak jajko?
-Tak, tak. Sadzone.
_______________________________________
-Tyle razy cię prosiłam, Kaziu, żebyś ustępował kolegom. A ty znowu się biłeś.
-Ja mu, mamo, ustąpiłem, ale on mnie dogonił!
_______________________________________
Kłótnia między rodzeństwem. Mama rozdziela dzieci i mówi do syna.
-Jak ty możesz mówić, że ona jest głupia? Przeproś ją natychmiast i powiedz, że żałujesz!
Brat do siostry:
-Żałuję, że jesteś głupia...
Dołączył: 26 Sty 2010 Posty: 158 Skąd: Nakło nad Notecią
Wysłany: Czw 09 Wrz, 2010 14:41
długie i trochę przestarzałe.... ale dobre
Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce
alkoholowe nie wytrzymało. Podczas "uniesienia" z Joasią, coś we
mnie pękło, i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w
stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne.
Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały.
Szybciej niż Polonezem Siwego. Nie wiem ile czasu minęło, gdy
światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne
okazało się że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr2 EUROPA.
W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w
kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego.
Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70
staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego
w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi
lokami, Cherubin, kurwa jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:
- Nazwisko ?
- C. , Ryszard C.
- Miejsce zamieszkania na Ziemi ?
- Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej
- Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać
przyjeżdżacie ? A potem burdel w papierach...
Zimny pot mnie oblał. Więc jednak kurwa umarłem. To nie sen.
Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja
pierdole, dożywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobiłem
najżałośniejszą minę na jaka mnie było stać, i cicho
spytałem:
- Piekło ?
- Dupa tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło
jest na> Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy
nie to już jego sprawa.
Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843,
tam was skierują do sektora Krakowskiego. No szczęść Boże !
Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie
krzyk Cherubina z recepcji:
- Halo, obywatelu ! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam
wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie
instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie bo następna
wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.
Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę
się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od
zajebania dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie
mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja
stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem
korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować że do
Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek.
Zobaczyłem w końcu i mój korytarz.
Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają.
Zaraz też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się że to
góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed
godzinką. A ćmiki rozdaje św. Piotr Polski, przed bramą.
Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w
środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy,
siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali
najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć.
Ładny obciach.
Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę,
czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła
ekipka, wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, ze można
prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował
mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać
których tu więcej niz na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły,
więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod
bramą.
Mały chudy, taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię.
- Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.
Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął
się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych
znajomych i zapaliliśmy po całym.
- Kurwa, piwka bym się napił - powiedział Góral, okazało się, że
piwko nam dadzą ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno. Przyszły
jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było
w sumie ok, a Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała
jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej
sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy
jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.
Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak
najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop,
bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMISNISTRACJI skierowano
mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499, pokój 21897 w
skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E.
zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek
(ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na
piechotkę od mojego. Obiecałem mu że
się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam
mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na
Święta i specjalne okazje.
Kurwa, jak w wojsku... MAGAZYNIEREM był Żyd rozstrzelany przez
Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już
zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole
jak zgubie, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet
tu kombinują. Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo
wiary tu łazi.
Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach.
Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze,
że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność.
Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą.
Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa
piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo,
skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem bo przeszkadzały i
chwyciłem zimniutkie piwko.
Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać
w Życie Niebiańskie.
- Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie
przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod
dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic
bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do
roku tylko się wszyscy spotykają bo Główny przemawia i trochę to
trwa, zanim wszystkich w ich językach nie pobłogosławi. A tak to
robisz co chcesz.
Chcesz pracować ? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały
dzień?
Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów,
zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypia jak
choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać bo w sukience to
czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy,
Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła
połamałem i wyjebałem z pokoju. Tacy to skurwiele przebierańcy.
Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za
darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo
schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów
masz knajpę. Mordownia straszna, leja
się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam dojebano, tęgo.
Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu
Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz
przejebane. Do raportu idziesz.
W każda niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios,
ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na
Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego.
Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami pojebani
jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i
skrzydła z aureolą zajebią, a wtedy raport. Dużo znanych
umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym
gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego
pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do
knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go
przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z
Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za
Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977,
przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali.
Kilkaset milionów po autograf poleciało, pojebani. Tu jest tak,
że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi,
rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37' powieszony za zabójstwo żony.
Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach
mi dojebał.
Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi
chłopa. Z taka kurwą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi
być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi
się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego
się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. wszyscy do
raport poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa,
Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam
łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze
spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i
nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też
mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te X. W
wypożyczalni
masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest
tutaj szalenie popularny.
Co 4 lata SA Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli
Brazylijczycy, do 68'. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru
Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88' piorun zabił na
boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy
też grają dobrze.
Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to
ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3
mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo.
Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie
strzelił. Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę
i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też.
Przyzwyczaisz się.
No, ja idę na
karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.
Marian polazł, a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja
najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak
niewygodnie sra się ze skrzydłami, Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok.
Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się
żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa
wpadła. Kurwa mać ! Poszedłem po jakiś
przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili
już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić ? Idę się
rozglądnąć, po sektorze Krakowskim, skoczę do knajpy, może
jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. M
Może niedługo Joasia ze smutku za mną wykituje i dołączy ?
Fajnie by było. Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się
nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co
chwila spotykałem zawianych aniołów - znak że dobrze idę.
Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa - no, to jest knajpa!!
Wielkości Maracany, stoliki 4-osobowe, bar cały z złota.
Przyśpieszyłem kroku, wyminąłem grupkę najebanych w trupa aniołów
śpiewających :
- NIECH ŻYJE NAM REZERWA !!!!'
i już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi
wąsami.
Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki.
Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i
siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się
zażarta kłótnia między kilkoma aniołami:
- Ty dupa jesteś nie Janosik !
- Ja nie jestem Janosik ?!! Ty chuju zajebany... Jak ja ludzi
prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś...
Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi
się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś
siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu zajebali. Kopłem go w biodro
i mówię:
- Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą
Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale
nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany
zapisane, nad moim pisuarem widniał napis:
PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKE SPRZEDAŁ
Niżej było:
CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927
he, he... dopisałem:
III LIGA - A.D. 2001.
Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole a jego
kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła.
Powiedziałem barmanowi, ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem,
możnaby go przenieść bo drzwi tarasuje.
Barman machnął ręka:
- To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim
zostawiła.Aureole zostawia w barze i chleje na umór.
Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode
chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko
aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś.
Zastanawiałem się czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale
zdecydowałem, ze jeszcze nie czas. Może później. W drodze do
pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa
lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór
w knajpie.
Mi się spać chciało, tyle emocji.... Obudziło mnie szarpanie i
krzyk Mariana, bladego jak prześcieradło Mariana:
- wstawaj, cos ty narobił !! Wstawaj... chłopie coś ty
wykręcił ?!
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, ze szuka mnie od
godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do
Głównego.... Przeraziłem się.
Kurwa, za co ? Za kopnięcie Bieruta ? A może za wyrwanie jakiejś
szychy niebiańskiej ? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego
Nieba, czy poddać się.
Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i
pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie
Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że
do Raportu idę. Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś
łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem DYREKCJA - GŁOWNY
SEKRETARIAT.
Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z
bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu
hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to
kolorystycznie wyglądało.
Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował ćmikiem. Potem
tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu:
- Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W.
Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i
przestępował z nogi na nogę.
- No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie ?! Co?!! -
zagrzmiał Główny.
- Ale .. ja...
- Jakie, kurwa, JA... Jakie ja ? Opiliście się i nie tego
sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu
taki kawał wycinacie.
Pokoje żeście pomylili. Ryszard miał żyć, a obok w pokoju już
tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera.
Zdegraduję was!!! - grzmiał dalej Główny.
Ja sobie ćmika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się
opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie...
- I co my z panem, panie Rysiu zrobimy ? - popatrzył na mnie po
ojcowsku - Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać...
Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest
chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla
dołączą, Polska gra w ćiwercifanałach, laski są świetne. ale
znów na Ziemi, Lew, Joasia, chłopaki ze spirytusem, Polska w
finalach, Legia mistrzem, Wisla z kazdym prawie dotaje...,
Mamusia mi gotuje...
- Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę.
Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby
przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok.
Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę
szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak
mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością
patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu z którego wylatują co
chwila kolejne dusze. Błysło, hukło i znalazłem się znów w mym
ciele.
Spocony, ciężko oddychając leżałem na Joasi. Tak samo spoconej i
ciężko oddychającej:
- Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałam jazdę...
- Oooo, a jaką ja.....
Pani od religi pyta się w szkole dzieci kto widział Matkę Boska zgłasza się Jasiu i mówi ja widziałem matkę boska na to pani ty widziałeś a gdzie ja widziałeś Jasiu a Jasiu na to widziałem jak od księdza przez okno wychodziła a ksiądz mówił do niej matko bosko żeby cie nikt nie widział
Ulepił Bóg Adama, usiadł i popatrzył. Coś Mu nie pasowało. Wziął odrobinę gliny, rozwałkował i przylepił. Spojrzał, uśmiechnął się i rzekł:
- Teraz jest dobrze. Koniec wieńczy dzieło..
____
Już we wczesnych latach osiemdziesiątych, gdy normalni ludzie wiedzieli, że nie ma po co iść na zakupy, bo w sklepach jest tylko zwykły ocet, Jarek Kaczyński z uporem chodził i szukał winnego...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum