Krzych
Stały Bywalec

Dołączył: 07 Lut 2010 Posty: 232 Skąd: Miasto nad Rzeką
|
Wysłany: Sob 12 Cze, 2010 23:56 Charter cities
|
|
|
Dziś chciałbym Was zainteresować pomysłem, na który natknąłem się w Sieci.
Chodzi o tzw. charter cities, czyli... "miasta statutowe" (dziwnie to brzmi w tłumaczeniu).
Rolę ikony tego pomysłu pełni to zdjęcie:
Dlaczego ci uczniowie uczą się w świetle ulicznych latarni? Bo mieszkają w Afryce i nie mają prądu w domu - jest za drogi. A jednak chcą się uczyć i coś osiągnąć.
Dlaczego TO zdjęcie? Bo na widok malutkiego Murzynka z dużym od głodu brzuszkiem wzruszymy się, uronimy może łzę i wrzucimy piątaka do puszki, ale dziecku nie pomożemy. A Afryka to nie kontynent ludzi bez jedzenia (w Libii chleby kupuje się po 10 sztuk, bo jeden kosztuje mniej niż wynosi nominał najdrobniejszej monety - potem ten chleb zjadają kozy). To kontynent ludzi bez perspektyw. Możnaby tam otworzyć nowoczesne zakłądy produkcyjne, zatrudniające i niewykwalifikowanych robotników, i miejscowych inżynierów. Tylko że za kilka lat miejscowy kacyk zostanie obalony albo zmieni zdanie i fabrykę znacjonalizuje.
Co zatem jest większym problemem - brak pieniędzy czy brak stabilności? Zdaniem autora strony chartercities.org to słabe, złe prawo odstrasza inwestorów i sprawia, że Afryce jest tak ciężko.
I tutaj pojawia się idea: skoro udało się w Hong-Kongu, to czemu nie miałoby się udać gdzie indziej. A dlaczego to chińskie miasto odniosło sukces? Bo Brytyjczycy potrafili ustanowić tam system, który obowiązuje do dziś, pomimo że miasto jest już częścią ChRL. Mało tego - jego przykład posłużył do modernizacji innych, sąsiednich aglomeracji.
Możnaby pomyśleć, że to lokalizacja Hong-Kongu jest tak wyjątkowa. Ale przed Brytyjczykami nikt nie wpadł na to, że to dobre miejsce na takie polis...
Stąd postulat budowy takich aglomeracji w Afryce. Państwo gospodarz użycza kawałek ziemi i zezwala na swobodę przepływu osób. Państwo - gość (lub ich porozumienie) podpisują z gospodarzem statut (charter) i umowę na kilkadziesiąt lat. Tworzą tam fabryki, domy mieszkalne, obiekty kulturalne i użyteczności publicznej. Pomagają opracować zasady samorządu miasta. A gdyby lokalny przewrót chciał przyłączyć na powrót tereny miasta do macierzy i przegnać stamtąd inwestorów, mogą wkroczyć tam z siłami wojskowymi. Ale że raczej nie najadą, świadczy przykład Guantanamo. Fidel potrafił być buntowniczy, ale jakoś nigdy nie próbował zmienić siłą statusu międzynarodowego tej zatoki.
Obywatele kraju-gospodarza i ewentualnie krajów ościennych mogą sami zdecydować, czy chcą zamieszkać w nowym mieście. Można założyć, że chętnych nie zbraknie, skoro potrafią milionami emigrować do Londynu, Paryża czy Sztokholmu. Stworzywszy raz od podstaw społeczeństwo obywatelskie, mogą pomagać je stworzyć w innych miastach swojego kraju. I zmieniać go na lepsze.
Co ciekawe, ten projekt nie jest tak fantastyczny, jak mogłoby się wydawać. Wspomniana Kuba podjęła już ponoć kroki ku takiej współpracy z Kanadą.
Zainteresowanych odsyłam na wspomnianą wyżej stronę. Ja muszę się przyznać, że jestem bardzo zaciekawiony. Nie potrafię powiedzieć, czy zgadzam się z tym pomysłem, nie wiem, co mu poważniejszego zarzucić, ale,,, jest ciekawy. A Wy jak sądzicie? |
_________________ "Dziś nie będę trzeźwy, jutro nie będę pijany. Dzisiaj wino, jutro praca"
Imru al-Qajs
 |
|